Ferie mi sie skończyły
![Confused :?](./images/smilies/icon_confused.gif)
Jutro do szkoły... grr... nie podoba mi się to. Dzisiaj za to robię sobie dzień totalnego lenistwa. Przy okazji zamieszczam wam naprawdę dłuuugą część HTB. Nie wiem kiedy będą kolejne, bo wiadomo, że nauka czeka
5.
- Michael?
Niedowierzała własnym oczom. Raczej nie spodziewała się zobaczyć go na swoim balkonie kiedykolwiek, a już zwłaszcza przy tym wszystkim co się teraz działo. Najpierw gwałtowna fala gorąca przetoczyła się przez jej ciało, kiedy umysł skojarzył ostatnią sytuację w jakiej tu był. A potem wszystko znów zaczynało wirować wokół rzeczywistości, w której Maria wypłakiwała sobie przez niego oczy a Isabel... Wzdrygnęła się na samą myśl o tym. Zawsze patrzyła na nich, jakby byli rodzeństwem, dlatego to wydawało się być tak... obrzydliwe. Zamrugała, chcąc upewnić się, że wzrok jej nie myli. Ale on tam wciąz był. Leżał sobie wygodnie na jej leżaku i wpatrywał sie w gwiazdy. Dopiero na dźwięk własnego imienia niechętnie obrócił głowę, spoglądając na nią chłodno. Tętno przyspieszyło. Znów się peszyła. Czy on musiał tak na nią patrzeć? Za każdym razem czuła się osaczona i całkowicie bezbronna. Jakby traciła powoli kontrolę.
- Hej Parker – mruknął
I czy on nigdy nie pamiętał jak miała na imię? Mówienie do niej po nazwisku tylko bardziej ją odstraszało, a może nawet spychało w jakąś przepaść, z której nie umiała się wydostać. Czuła sie słabsza.
Nie było jednak czasu na stanie w miejscu i zastanawianie się, dlaczego tak a nie inaczej na nią działa. Dlaczego przy Maxie czuła sie swobodnie i naturalnie, a przy Michaelu drżała ze strachu i nie wiedziała co powiedzieć? Nerwowo zwilżyła usta językiem, usiłując odnaleźć w sobie głos, by zadać podstawowe pytanie.
- Co tu robisz?
Uniósł brwi w lekkim zdumieniu, jakby nie podejrzewał, że może o to zapytać. Obserwował każde najmniejsze drżenie jej ciała, każde nisepokojne rozchylenie ust, każde spojrzenie, które bało się paść na jego twarz. Znów miał przewagę. Nad nią. Władzę. Siłę. Jak on uwielbiał to uczucie.
- Leżę. - rzucił nieco rozbawionym tonem
- To widzę. - wymamrotała – Ale równie dobrze mógłbyś leżeć u siebie.
- Oh, ale tutaj wspomnienia wracają... - jego głos barwił się na wzór tych kretyńskich romantycznych wyznań
Intensywny wzrok ślizgał się teraz po jej twarzy, która rumieniła się pąsem. Wiedziała doskonale, jakie wspomnienia miał na myśli. Wbrew wszelkim zasadom i usilnym staraniom, jej własny umysł zaczął odtwarzać klatki tamtego filmu, którego fabułę stworzyły ich ciała. Drobne palce nerwowo wbijały się we framugę okna. Miał wrażenie, że za chwilę zostawi tam porządne zadrapania. Trzeba było uratować sytuację, nim mała Parker naprawdę odpłynie w skraj nerwicy.
- Poza tym tutaj mnie szukać nie będą. - dodał ze znudzeniem
Szukac go? Błyskawicznie wróciła myślami do rzeczywistości. No tak, to w końcu był Michael Guerin, znany z tego, że uciekał od odpowiedzialności i od każdej sytuacji, która nie była mu na rękę. Teraz pewnie unikał Isabel a może nawet Maxa. O Marii już w ogóle mowy nie mogło być, bo jej unikał od kilku tygodni. Ale dziwne miejsce sobie wybrał na kryjówkę. Zwłaszcza, że przecież istniało ryzyko, iż Max pojawi się tutaj w każdej chwili. Wtedy mogłoby zrobić się bardzo nieprzyjemnie.
- Czas wziąć odpowiedzialność za swoje czyny Guerin – syknęła cicho
Sama nie wiedziała, skąd bierze się w niej ta dawka złośliwości i gniewu. Może zbyt ciężko było jej odbudować związek z Maxem, by teraz pozwolić komuś tak łatwo go zaprzepaścić. A może było to gniew i odreagowanie za tamtą noc. Może dziwna frustracja spowodowana informacją o Isabel. Cokolwiek to było, prowadziło jej głos nie w tym kierunku co trzeba. Bo jeśli już wda się z Michaelem w wymianę zdań, to prędzej czy później przegra. Prędzej.
Zmrużył oczy, przyglądając się jej. Nie podejrzewał, że kiedykolwiek mogłaby do kogokolwiek wypowiedzieć coś w takim tonie. A jednak. Co więcej, mówiła do niego. Co za diabeł wdarł się za jej skórę i podszeptywał te słowa. Zachowanie, które tylko mogło go wyprowadzić z równowagi, a wtedy marny byłby jej los. Przecież zawsze sie go bała, nigdy nie utrzymywała kontaktu wzrokowego, rzadko w ogóle się odzywała. Zatem cóż takiego ją wprowadzało w taki stan. Czekał na wyjaśnienia. I oby pojawiły się jak najszybciej, zanim gniew przejmie nad nim kontrolę. Liz pochyliła lekko głowe, czując na sobie palący wzrok, który zdawał się ją przewiercać na wylot. Przełknęła ślinę, mówiąc tym razem w o wiele słabszym tonie:
- Słyszałam o Isabel.
Momentalnie usiadł. Ale nie odrywał od niej spojrzenia. Przeciwnie. Badał każdą reakcję jej ciała i najdrobniejszy grymas na twarzy. Sprawa Isabel docierała już chyba do uszu wszystkich z kręgu wtajemniczonych. Najpierw miał do czynienia z tajfunem DeLuca, który swoją drogą dość bezprawnie robił mu awanturę. Przecież nie byli razem i on nie miał najmniejszego zamiaru tego zmieniać. Miał powyżej uszu ciągłe kłótnie o byle co i próby zmieniania go pod każdym względem, by stał się jakimś cholernym księciem z bajki. Na dodatek Isabel była na skraju załamania. A nie opuścił jej. Był przy niej, chociaż wydawało sie to być o wiele trudniejsze. Teraz jeszcze Liz... Brakowało jedynie tej najgorszej chwili, gdy Max się dowie, a świat runie.
- Czy to prawda? - zapytała szeptem
Zdumienie. Całkowite zdumienie. Nikt inny nie pytał go czy cokolwiek było prawdą, tylko od razu z góry zakładali, że był winien. A ta drobna brunetka, chociaż bała się go jak chyba nikt inny, zadawała to podstawowe pytanie. Zmarszczył brwi.
- Nie wiem – warknął
- Jak to? - nie zdązyła się w porę ugryźć w język
- Tak to! - dopiero widząc jak kuli się lekko, opanował się – Nigdy nie spałem z Is.
- Więc jak to możliwe?
- Sny. - mruknął i wzruszył ramionami – Od paru dni oboje śnimy o tym.
- O. - tylko tyle z siebie wydusiła
Takiej ewentualności raczej nigdy wcześniej nie brała pod uwagę. Ale przecież byli kosmitami, kto wie co się mogło dziać, co mogło być prawdą a co nie było nią. Sny. Nie potrafiła powstrzymać własnej wyobraźni, która zaczęła kreować ten dziwaczny obraz w jej umyśle. I nagle przyszło współczucie. Jak oni musieli się czuć, wiedząc że nigdy się nawet nie dotknęli a nagle przez jakiś głupi sen, cały świat walił im się dokoła. Dlatego Isabel wyglądała tak mizernie. Strach. Przygnębienie. I na dodatek brak snu. Ona sama nie umiałaby potem zasnąć spokojnie. Nie. Nie chciałaby zasnąć. I Michael pewnie też chwytał się wszystkiego, byle nie zamknąć oczu.
- Masz zamiar siedzieć tutaj całą noc? - zapytała łagodnie
- Czemu nie. Spójrzmy prawdzie w oczy Parker. To ostatnie miejsce na Ziemi, gdzie spodziewaliby się mnie znaleźć.
Miał rację. Nikt nigdy nawet by nie podejrzewał, że Michael może być u niej. Że ona może mu pozwolić zostać. Każdy zawsze postrzegał ich jako kompletne przeciwieństwa, które w swojej obecności nie potrafią sie zachować. Nigdy nie rozmawiali ze sobą, nigdy nie patrzyli na siebie. Właściwie wydawało się, że tolerowali się jedynie ze względu na Maxa. Ale cóż... po ostatnich wydarzeniach sytuacja zmieniła się diametralnie. Wcześniej unikali się, bo się nie trawili, teraz unikali się, by nie musieć spobie przypominać o tamtej nocy.
- Fakt. - przyznała mu rację – Chcesz coś do picia? - zapytała, wycofując się w głąb swojego pokoju
- Nie. - znów wygodnie usadowił się na leżaku – A jakby co, to nie wiesz gdzie jestem. - dodał ostrzegawczo
Przytaknęła tylko. Zostawiła uchylone okno, a sama z lekkim wahaniem poszła do łazienki. Dziwne uczucie, usiłować zachować się normalnie, jednocześnie wiedząc, że na balkonie siedzi Michael. Westchnęła.
* * *
Przewiązała pasek szlafroka ciaśniej. Wciąz pamiętała, że na balkonie siedzi Michael, więc swobodne poruszanie się po pokoju w samej koszulce nocnej nie wchodziło w grę. W ogóle miała nadzieję, że już mu się znudziło i sobie poszedł. Przecież niemożliwym było, aby spędził całą noc własnie tutaj. Weszła do pokoju, zatrzymując się w pół kroku, kiedy zobaczyła siedzącego na parapecie gościa. Świetnie. Leżak już mu nie odpowiadał? Siedział sobie swobodnie, jedna noga zgięta w kolanie, druga dotykająca podłogi w jej pokoju. Wzrok utkwiony gdzieś w oddali, momentalnie przesunął się na nią. Zastygła. Uważne spojrzenie ślizgało się po całej jej postaci. Centymetr po centymetrze, badając szczegółowo każdy fragment jej ciała. Gorące dreszcze przemieszczały się równo z jego wzrokiem. Przez smukłe nogi, zahaczając o granicę krótkiego szlafroka z odsłoniętą skórą. A potem jakby przebijał materiał spojrzeniem na wylot i łapczywie przemierzał zagłębienia jej ciała. Serce stanęło w miejscu, gdy dostrzegła ruch jego języka, oblizującego wargi. Było jasne o czym myślał. Najgorsze było to, że powoli sama zaczynała popadać w tę przyjemną agonię.
Wykonała krok do przodu, nawet nieświadoma, że może w ogóle zapanować nad własnym ciałem. Musiała się opanować. Powstrzymać to nęcące uczucie rodzące się wewnątrz, które ciągnęło ją w stronę okna. Nie patrząc na niego i próbując zignorować rozbierający ją wzrok, zdjęła koc z łóżka. Zupełnie jakby szykowała się do spania, jakby go tam nie było. Jakby wszystko było całkiem normalne.
- Umm... chcesz koc? - zapytała
Gdy nie odpowiadał, uniosła głowę w jego kierunku. Kąciki jego ust wygięte w znanym już jej uśmieszku i ten świdrujący wzrok ciągle przesuwający się po niej. Była pewna, że w myślach właśnie przesuwał własne dłonie po jej skórze. Gwałtowne uderzenie gorąca, zmusiło ją do rozchylenia ust i westchnięcia.
- Zdenerwowana? - melodyjny, przyciszony głos tylko podjudzał gotującą się krew
- Nie – odpowiedziała od razu, może nawet za szybko – Po prostu... zmęczona.
- No proszę. Max potrafił cię wycieńczyć.
Wyraz jej twarzy od razu się zmienił. Kpina w jego głosie w połączeniu z ciągłymi aluzjami prawie kazała jej zareagować jeszcze gwałtowniej. Ledwo powstrzymała chęć nieustannego powtarzania „nie”. Bo przecież nie Max ją zmęczył. I na pewno nie w
ten sposób. A może własnie to najbardziej ją drażniło w tym momencie. Nie fakt, że Michael poruszał sprawy, których nie powinien ruszać. Ale świadomość, że Max Evans naprawdę nie potrafił jej ostatnio w żaden sposób zająć umysłu. Ciągle się przy nim rozpraszała. Ciągle innymi myślami. Najczęściej myślą o...
- Byłam u Marii – uznała, że taka odpowiedź będzie wystarczająco wymijająca
Michael uniósł brew w zdumieniu. Takiej sentencji się nie spodziewał. Czekał raczej na całą kaskadę obrony, protestów i negacji. Tymczasem Parker zmieniała temat. Nigdy nie podejrzewał, aby chciała z nim rozmawiać o Maxie, ale jednak całkowite unikanie tego tematu wzbudziło tylko niepokój.
- Jest załamana całą tą sytuacją – mówiła spokojnie, składając koc w kostkę – To ją przerasta – nie wiedziała, czemu mu to mówi – Ona ciągle o tobie myśli.
Może miała nadzieję, że zmusi go tym do zmiany tematu, dowie się czegoś więcej, albo po prostu opanuje drżenie własnego ciała. Tylko, że Michael najwyraźniej nie miał najmniejszej ochoty rozmawiać o Marii, ani tym bardziej słuchać o niej.
- Pft... - syknął i wzruszył ramionami
- Michael – powiedziała miękko – To nie moja sprawa, ale to co was łączyło wydawało się być naprawdę...
- Skąd możesz wiedzieć co nas łączyło?
W jego głosie nie było gniewu, co ją zaskoczyło. Raczej zdziwienie i dziecinna ciekawość. Mówiła to po prostu w taki sposób, jakby naprawdę wiedziała, obserwowała, notowała. A dlaczego miałaby to robić? Liz za późno ugryzła się w język. Unikanie teraz odpowiedzi było marnym wyjściem. Wolała sobie nawet nie wyobrażać jakich sposóbów by użył, by wyciągnąć z niej informacje.
- Maria to moja przyjaciółka – przecież to było tak oczywiste, że rozmawiały ze sobą na wszystkie tematy – Wiele mi mówi. Zwierza się. Umm... naprawdę wasz związek był...
- Jaki związek? - Michael prawie prychnął
Wstał, podchodząc bliżej do niej. Ścisnęła koc mocniej w dłoniach. Skracanie dystansu między nimi nie było mądrym pomysłem. Zwłaszcza, że atmosfera zaczynała powoli gęstnieć i wypełniać się iskrzącym napięciem.
- Przecież łączyło was coś więcej niż flirt – usiłowała składnie wyjaśnić, co miała na myśli – Coś bardziej... - pochyliła głowę, nie potrafiąc tego wykrztusić
- Intymnego? - podpowiedział
Jego uśmieszek tylko bardziej ją peszył. Ton w jaki przechodził jego głos tak bardzo przypominał ton jakim mówił do niej tamtej nocy. Odgarnęła pasemko włosów z twarzy, drugą ręką mocniej przyciskając koc do siebie. Zastanawiała się, co odpowiedzieć. Intymnego. Tak, to chyba było dobre określenie. Pamiętała jeszcze te upalne dni, kiedy zobaczyła tę dwójkę na zapleczu.
- Um... właśnie... - przyznała z lekkim uśmiechem, starając się rozegrać to rozbawieniem – Zawsze byliście tacy... intensywni. To nie mogło być czyste szaleństwo. - znów zaczynała mówić maniakalnie – Przecież z nikim nie łączyły cię takie relacje jak z Marią.
- To było przelotne szaleństwo – mruknął
Nie zauważyła kiedy znalazł się aż tak blisko. Zaledwie kilka centymetrów od niej. Ciepła dłoń wsunęła się nieznacznie na jej talię, jakby przysuwając ją do niego. Z rozchylonymi ze zdumienia ustami, obserwowała jak przesuwa palce na pasek jedwabnego szlafroka, powoli rozplątując marny supeł. Nagle odsunęła się, tknięta dziwnym impulsem. Ciemne oczy wyepłnione tęczową mgiełką wbijały w niego wzrok. A Michael tylko się uśmiechnął przewrotnie i ponownie przysunął bliżej. Pochylając się nieco, szepnął wprost do jej ucha.
- Poza tym nigdy nie byłem z Marią w takiej relacji... jak z tobą.
Szok. Już nawet nie zdziwienie, ale szok. Fakt, Maria by jej przecież powiedziała, gdyby wykonała
ten krok. Chociaż z drugiej strony bywały tak intymne sprawy, których nie poruszały. Zresztą zawsze jakoś jej się wydawało, że tę dwójkę po prostu musi łączyć namiętność. A on jej teraz mówił, że nigdy nie zrobił tego z Marią. Nie poprawiało to wcale samopoczucia Liz. Teraz tym bardziej czuła się, jakby wbijała nóż w plecy najlepszej przyjaciółce. Nie drgnęła, kiedy wyjął koc z jej rąk i rozłożył go na podłodze, tuż obok jej łóżka. Wpatrywała się w niego, nie bardzo rozumiejąc, co zamierza. On tymczasem wygodnie się rozłożył, splatając dłonie pod głową.
- Nie idziesz spać Parker? - zapytał z rozbawieniem, obserwując ją – Ponoć jesteś wycieńczona. A może chcesz, żebym cię ukołysał do snu?
To ostatnie zdanie, wypowiedziane w nęcącym, niskim tonie od razu do niej dotarło. Nie potrząsnęła nawet głową, ani nie odpowiedziała, tylko momentalnie wsunęła się pod kołdrę. Wierciła się przez dobrą minutę, usiłując zsunąć z siebie jedwabny szlafrok, tak by jednocześnie nie odsłonić się spod kołdry. To mogłoby tylko być kolejnym powodem dla Michaela do rozpraszających insynuacji.
* * *
Przekręcała się niespokojnie z boku na bok. Oczywiście nie spała. Jakoś nie mogła nawet zamknąć powiek, wiedząc, że w jej pokoju ktoś jest. Ktoś. Michael Guerin. W dodatku leżący na podłodze, tuż obok jej łóżka. Leżący tak blisko. Jej pościel ciągle przesiąknięta była jego zapachem, chociaż minęło sporo czasu. Leżała plecami do niego, modląc się w duchu, by sobie tam leżał na podłodze i rozmyślał nad swoimi problemami i niczym innym. Podświadomość jednak nieustannie w jej własnym umyśle rozbudzała tylko jedne myśli. O tym jak jest blisko. Jak blisko jeszcze mógłby się znaleźć. Jak jej ciało reagowało na jego dłonie i każdy najmniejszy dotyk. Jak chełpliwie spijała z jego ust kolejne pocałunki. Jak ten niski, kuszący głos rozpuszczał wszelkie blokady. Jak uwielbiała to niesamowite uczucie wypełnienia.
Przeklinała to. Nienawidziła się za to. Za każdą tę zbrodniczą myśl, która oddalała ją od Maxa, od bezpieczeństwa, od tej bezpiecznej miłości. Za powracanie wspomnieniami do tamtej nocy. Za nieustające pragnienie poczucia tego wszystkiego ponownie. Przekręciła się na drugi bok, wsłuchując w ciszę nocną. Jego równomierny oddech skusił ją, by wychyliła się na skraj łóżka. Ciemne fale włosów zsunęły się z brzegu łóżka, prawie zahaczając o podłogę. Kołdra zsunęła się nieco, odsłaniając karmelkową skórę. Wlepiła niepewne spojrzenie w jego postać. Leżał spokojnie. Klatka piersiowa unosiła się w równomiernych, głębokich oddechach. Dłonie splecione pod głową, a wzrok zaskakująco utkwiony w... niej. Nie w suficie. Nigdzie indziej. Tylko w niej. Czy słyszał jak się obraca czy specjalnie czekał aż pokusa wygra? Nie liczyło się to. Tylko ten błysk w oku, kiedy przyglądał się jej. Na wpół sennej, na wpół rozgorączkowanej wspomnieniami. Nim się zorientowała wykonał gwałtowny ruch.
- Aaa! - jęknęła całkowicie zaskoczona
Jego dłoń wyciągnęła się w jej stronę i chwyciła za nadgarstek, ostro ściągając ją w dół jednym szarpnięciem. Drobne ciało wylądowało miękko na nim. Twarz wtulona w jego klatkę piersiową, jedna dłoń wciąz ściskana przez niego, druga leżąca z boku jego głowy. Uniosła głowę, łapiąc niespokojnie oddech. Spojrzenie padło na jego twarz, by odnaleźć przewrotne chochliki w chłodnych tęczówkach.
Zdecydowanie nie tylko w niej tliło się to pragnienie ponownego przeżycia tamtej nocy. I przezywania jej nieustannie. Kilka cichych minut minęło, nim zorientowała się, że drży a nawet nie usiłuje się podnieść. Kiedy drgnęła, by wstać, płynnym ruchem obrócił ich, przytwierdzając jej ciało do podłogi i blokując własnym. Teraz nie było ucieczki. Nie tyle ucieczki od niego, co od prawdy. Że chciała by to trwało.
- Podoba ci się to – szepnął melodyjnie
Zamrugała niepewnie, nie bardzo rozumiejąc co miał na myśli. A może przeciwnie. Może za bardzo rozumiała. Podobała jej się ta cała sytuacja? Podobało jej się, że tak przy nim drżała? Podobało jej się, że pojawiał się znienacka? Podobało jej się, że ciało zaczynało wypełniać gorące uczucie?
- Jestem z Maxem – mruknęła słabo, cokolwiek to miało oznaczać
- Taaa. - stłumił szyderczy śmiech – I tu tkwi problem Parker. Jesteś z nim, gdy wolisz być ze mną.
- Ja... - żadne sensowne argumenty nie pojawiały się w jej głowie
- Lubisz mnie za bardzo. I to w sposób... - jego usta delikatnie muskały płatek jej ucha – W jaki nie powinnaś. Spodobało ci się, że jestem taki...
- Intensywny – nie powstrzymała własnego jęknięcia
Kąciki jego ust uniosły się tryumfalnie do góry. Miał tę siłe i włądzę nad nią, której tak szukał, a której ona sie tak bała. Bała i pragnęła jednocześnie. Lubiła tę niepewność. Zero schematów, zero bezpieczeństwa, zero słodyczy banalnego słowa. Tylko uczucie. Tylko pasja. Tylko namiętność. Tylko on.
- Powiedz to – jego usta przesunęły się po jej szyi
- Nie – odchyliła głowę
Dłonie Michaela przesuwały się powoli po jej ciele. Palce kreśliły ciepłą ścieżkę na ramionach, poczym wpłynęły na jej talię i niżej, do miejsca, gdzie koszulka nocna kończyła się.
Does it kill
Does it burn
Is it painful to learn
That it’s me that has all the control
- Powiedz – wpił usta w jej szyję, jakby chciał wyssać z niej to jedno słowo
Wiśniowy jedwab powoli podsuwał się do góry, razem z jego dłońmi. Poruszyła się niespokojnie, jakby chciała by przestał ją drażnić. Palce badały gładką skórę, jakby poznawał ją na nowo. A przecież w jego pamięci zakodowany był każdy fragment, najmniejszy szczegół, najdelikatniejszy posmak. Wszystko. I teraz chciał to wszystko odtworzyć.
- Nie – jej głos słabł i stawał się niemal rozpaczliwy
Usta nieustannie chciały mamrotać „nie”. Ale ciało reagowało zupełnie inaczej. Niecierpliwe dłonie przesunęły się na jego plecy, chwytając skrawki ciemnego materiału zakrywającego go i tym razem sprawnie zsuwając koszulkę. Niesamowicie chłodna skóra pod jej opuszkami, szybko sie rozgrzewała. Myśl, że to za sprawą jej dotyku, tylko ją samą obezwładniała. Odchylała głowę do tyłu, gdy jego język zataczał ósemki na jej skórze.
Nieopanowany jęk wydobył się z jej ust, gdy Michael wykonał sugestywny ruch swoim ciałem. Wszystko znów tonęło w odmęcie, rozpuszczając rzeczywistość i jakiekolwiek protesty. Topniała pod nim. Pulsowała już tylko tą jedną myślą – by nie przestawał. Pod powiekami gromadziły się słodkie kryształki łez, bo chciała płakać ze złości na samą siebie. Za to, że tak bardzo chciała by to było rzeczywistością. Nie jedną nocą, nietylko zaspokojeniem chorobliwego pragnienia. Ale prawdziwym światem, gdzie nie musiałaby powstrzymywac własnych myśli i w każdej chwili jej wzrok mógłby ślizgać się po jego ciele i wspominać jak niesamowicie było w jego ramionach. Zamknęła oczy, nie chcąc by widział jej słabość. Usta rozchyliły się.
- Tak – omdlały głos przypieczętował wyrok
Jedwabna koszulka płynnie zsunęła się z rozgrzewającego się ciała. Zachłanne usta spajały się z jej wargami w gorącej obietnicy. Szaleńczy taniec języków walczących o dominację.
Does it thrill
Does it sting
When you feel what I bring
And you wish that you had me to hold
Pragnienie przetaczało się drobnymi falami przez jej ciało, wygrywając na koniuszkach nerwów rozpalające wizje. Pocałunek odbierał oddech. Ale ignorowała płomienie w płucach, skupiając się tylko na pikantnym smaku jego ust. Michael przesuwał ciepłe dłonie wolnymi ruchami, jakby chciał rozbudzić ciało z sennego letargu. Spragnione usta sunęły wilgotną ścieżką po jej szyi i w dół, muskając gładką skórę jej piersi i wydobywając z niej półtony ekstazy. Opuszki palców kreśliły kółka na jej brzuchu, wokół pępka, kołysząc nią w upojnym rytmie. Rytmie, który przejmował nad nią kontrolę, unosił ciało w stronę ciepłych ramion.
Wszystko wirowało jak opętane, gdy Michael wpił usta w zagłębienie jej brzucha. Półprzytomne, senne drażenienie przeszło w obłąkane tango dwóch ciał, które chciały się wypełnić sobą wzajemnie. Ponownie stopić w całość, oddychającą tym samym dusznym powietrzem, tętniącą tą samą żądzą, szukającą tego samego spełnienia. Magnetyczne pocałunki przesuwające się po cynamonowym ciele podsycały słodką melodię, w której się pławili. Kolejne minuty, które wydawały sie mijać za szybko, przynosiły dawki pulsujących dreszczy. Jakby niczyj inny dotyk nie umiał tego wywołać. Jakby byli swoimi dopełnieniami. Mglista świadomość resztkami rozsypywała się w nicość wraz z kolejnymi skrawkami ubrań, lądujących na podłodze obok. Była już tylko ta ostateczna bliskość, która napinała ciała i kusiła ekscytacją. Lekkość wypełniająca ją ustąpiła miejsca palącemu pragnieniu, które szukało zaspokojenia. Usta Liz zdawały się mamrotać nieprzytomnie prośby w kierunku Michaela, by skończył z tym obłędem w jakikolwiek sposób. A on tylko uśmiechał się leniwie, co chwilę zatapiając gorące usta w zagłębieniu jej szyi. Palce przesunęły się na rozkołysane biodra, które w rozpaczliwym pragnieniu usiłowały wciągnąć go w tę ekstazę. Wystarczyło tylko kilka milimetrów i powróciłoby to kosmiczne wrażenie całkowitego spełnienia, jakiego nic nigdy nie mogło nawet przypominać.
Clutching your pillow and writhing in a naked sweat
Hoping somebody someday will do you like I did
Biodra Liz uniosły się gwałtownie, zastygając w górze, kiedy wreszcie się w nią wsunął. Powoli, rozkoszując się każdą sekundą tej wieczności i chłonąc aksamitne uczucie, które zaczynało go otaczać. Usta Michaela muskały wargi Liz, spomiędzy których wydobywały się płytkie, urywane oddechy. Delikatnie, jakby niepewnie, zbierając skrawki słodkich obłoczków. Oboje zatrzymali się, zawieszeni w tej niepoprawnej gwieździstej przestrzeni, bojąc się za szybko utracić smak tej chwili. Aż jej palce niecierpliwie przesunęły się po jego plecach, a biodra rozkołysały się bardziej. Wstrzymana wieczność ponownie zaczęła wirować w zawrotnym tempie, rozbrzmiewając tętniącym rytmem pulsującej w ich żyłach krwi. Kolejne płynne ruchy w pełnej synchronizacji spychały ich ciała na ten ostateczny skraj. Raz po raz. Oddechy nie nadążały za szaleńczym tempem obłąkanych ciał, które chciały się przeniknąć wzajemnie, przesiąknąć sobą już na zawsze. Barwny wir wypełniał umysł, sącząc tylko głód o więcej. Więcej.
Była nim naznaczona. Każda komórka w jej ciele miała wypalone na sobie jego imię. To samo, które teraz maniakalnie wypływało z jej ust jak w przysiędze, odwzajemniając miękkie uczucie z jakim on szeptał jej imię. Jak nigdy wcześniej. Jej imię. Michael toczył na swoim jezyku jej imię niczym najsłodszą modlitwę.
it’s getting harder and harder to breathe
it’s getting harder and harder to breathe
c.d.n